[UWAGA: notka może zawierać śladowe ilości optymizmu]
Postanowiłem odkurzyć bloga. W zasadzie to bardziej pasujące tu określenie to „odkopać i zrewitalizować”. Złapałem się na tym, że piszę ostatnio długie komentarze na fejsie w zagrzebanych głęboko wątkach, które to #nikogo. To co napiszę tutaj też nikogo, ale za to przynajmniej linkować do tego łatwiej. Jako że wzmiankowane komentarze w pewnej części zrecyklowałem poniżej, strumień świadomości może być nieco niespójny.
Okazało się, że poprzednia notka sprzed prawie trzech lat całkiem nieźle odnosi się do dzisiejszej rzeczywistości. Pisząc ją, o ile pamiętam, leciałem na emocjach związanych z wyborami samorządowymi. Od tego czasu wydarzyło się dużo i kraj jest niby ten sam, ale jednak nie taki sam.
Co się dzieje wszyscy wiemy i nie będę tego jakoś szczególnie opisywał, inni zrobili to lepiej. Skupię się na missowaniu pointa przez miłościwie nam panujących i ich grupy wsparcia.
Maszynka propagandowa obozu rządzącego ostatnio zaryła w kupę kamieni i poodpadały jej kółka oraz wypadły tryby, a operatorzy biegają dookoła wymachując losowo złapanymi narzędziami i zderzając się między sobą, a owoce pracy są coraz bardziej odjechane. W chwili pisania tego tekściku platynowy Odjechany Peron jestem skłonny przyznać tow. Targalskiemu, który ogłosił że weto jest efektem działań byłej bezpieki która oddziałuje podprogowo na Dudę za pośrednictwem „Ucha Prezesa”. Nawet twardy elektorat patrzy na to wszystko z niejakim zdumieniem.
Ale jedna narracja odnośnie protestów jest stała i znamienna.
Brzmi ona w skrócie „to nie żaden spontaniczny protest, wszystko jest odgórnie zorganizowane, mają takie same świeczki, profesjonalną oprawę, za to wszystko płacą wrogowie Polski wewnętrzni i zewnętrzni aby obalić wprowadzający dobrą zmianę rząd, który oderwał ich od koryta”.
„Wam się naprawdę coś mocno w głowie pomieszało, jeżeli wychodzenie na ulicę nazywacie demokracją”
Zarzut zamachiwania się na porządek ustrojowy demokratycznymi, pokojowymi protestami manifestującymi niezadowolenie z działań wybranego demokratycznie rządu jest tak absurdalny że oddalamy go z miejsca, nawet nie dochodząc do tego drobiazgu że tyczy się on łamania ducha i litery konstytucji która reguluje cały ten pierdolnik.
Zostaje nam oskarżenie o to, że protest został zorganizowany. Przez organizacje. I wydano na to pieniądze. No brawo ci państwo. W następnym odcinku oskarżymy rząd o to że rządzi (i wydaje na to pieniądze). Spontaniczny ruch oddolny polegający na tym że nikt się ze sobą nie komunikuje i każdy sobie rzepkę skrobie to marzenie każdej władzy. Nie bez powodu kapitaliści toczyli krwawe boje ze związkami zawodowymi, a aparatczycy PZPR tępili Solidarność. Im większa grupa ludzi chcących tego samego i występująca jednolicie, tym większy pałer negocjacyjny.
Przywoływany często jako kontrprzykład do obecnych wydarzeń protest przeciwko ACTA był istotnie bardziej chaotyczny ale był mniejszy, jedniodniowy, w sprawie znacznie mniej gardłowej i w sprawie dla ówczesnego rządu tak naprawdę mało istotnej. A i tak ktoś go zwołał i skoordynował (używając specjalnej aplikacji napisanej za granicami Polski przez firmę o której mówią że tam jakiś Żyd rządzi), pojawiły się tam partie ze swoimi transparentami a poza tym w sposób profesjonalny zmieniono strony początkowe większości polskiego internetu. Przecież to musiało kosztować gotówkę! Kto za to zapłacił i kto za tym stoi?[1]
Łapiecie już absurd? To wróćmy do 2017 i potraktujmy go przez chwilę poważnie.
Mam wrażenie, że ludzie którzy podnoszą te zarzuty na serio (w odróżnieniu od trolli lecących przekazem dnia) nigdy w życiu nie próbowali skręcić spontanicznie jakiegoś większego przedsięwzięcia w grupie. Choćby grilla na działce gdzie trzeba się umówić kto przyniesie kiełbę, kto grilla, kto posprząta, kto zawiezie i jak się za to wszystko policzymy.
Załóżmy, że istnieje rzeczywiście, „działająca w jednym celu gęsta sieć organizacji, aktywistów, poszczególnych dziennikarzy, całych koncernów medialnych, firm reklamowych i potężna gotówka” i to ona kręci inbę aby zniweczyć wysiłki mające na celu wstanie z kolan. Zorganizowała profesjonalne sceny, celebrytów, wodzirejów, nagłośnienie, plakaty, ulotki, transport, catering, palety zniczy, kontenery róż, reklamy, autokary i rowery, artykuły w mediach, „wykorzystywanie mechanizmu #AstroTurfing aby manipulować Polską”[2] i co tam jeszcze sobie prawilni wymyślili. I to na terenie całego kraju. A wszystko to stoi w blokach i opłacana jest natychmiastowa gotowość. Teoretycznie się da.
Czego się nie da, to przekonać ludzi do tego żeby wyleźli z domów na te eventy, zwłaszcza w tygodniu, w skali niespotykanej od jakichś trzydziestu lat, na terenie całego kraju w tym w miejscowościach poniżej pięćdziesięciu tysięcy mieszkańców, a nawet wsiach. W reptilian masowo kontrolujących umysły mimo wszystko mało kto wierzy. Są osobniki przekonane o tym że społeczeństwo jest bezrozumną masą idiotów którzy pójdą jak owce do dowolnie zorganizowanych protestów (część jak sądzę dostała od prezesa Ciemny Lud To Kupi Kurskiego fuchę przy pisaniu pasków na tvp info), ale taki ąębiedaelitaryzm nieco kłóci się z wizją suwerena któremu spadły z oczu łuski i wprowadził ekipę Kaczyńskiego na salony. To znaczy twardemu elektoratowi się nie kłóci, ale to nie on jest ważny a osoby które zagłosowały na PiS z niesmaku do Platformy albo stwierdziły że oni wszyscy są diabła warci i zostały z domu. A im tę narrację będzie ciężko sprzedać.
Dodatkowo kompletnie niemożliwe przy tej skali działań byłoby utrzymanie tajemnicy a zamiast dziesiątek twardych kwitów, zdjęć i filmów obnażających te knowania mamy plumkanie o jakichś śmiesznych komciach na fejsie za trzy stówy brutto, tekst prezesa fundacji, o której mało kto słyszał (ja nawet nie wiem czy znam, bo nazwa jest tak generyczna że nie do zapamiętania) i koronne dowody czyli zdjęcia ludzi w odblaskowych kamizelkach, kartonów ulotek i paczek zniczy.
Wielka gotówka? Przelew czy zlecenie stałe robi się nie wychodząc z domu i za darmo, crowdfunding często można po prostu wyklikać. Parędziesiąt złotych to dla sporej grupy ludzi nie jest już jakiś specjalny wydatek, a zbierają się z tego całkiem niezłe sumki (inaczej Kijowski nie miałby na co wystawiać lewych faktur).
Miłościwie nam panujący przez ostatnie dwa lata zdołali wkurzyć całkiem sporą grupę ludzi pokazując dość wyraźnie że nie są żadną dobrą zmianą, tylko kolesiostwem przy którym kolesiostwo Platformy wygląda na skromną służbę dla dobra kraju a tak wyśmiewaną ciepłą wodę w kranach zaraz może zastąpić breja płynąca z rozkuwanych i przekładanych bez sensu, ładu i składu rur, bo wodociągiem zarządzają misiewicze. Część z niej ma talenty organizacyjne, część dochód rozporządzalny, część dzianych znajomych za granicą. Część jest w stanie przyjść i pomóc w organizacji. Część robi [ZOBACZ MEMY] i pisze teksty. Większość jest w stanie poświęcić swój czas, przyjść i poskandować, a już na pewno rozdawać szery i lajki. Po każdym z dotychczasowych protestów, od Trybunału przez Czarny Protest po teraz zostaje pewien zaczyn od którego łatwiej zacząć następne działanie, zwłaszcza że w aktywiści przecież nigdzie nie poszli, a sympatycy nadal sympatyzują.
I wiecie co? Właśnie się przekonali że to ma sens. Lecąc tym nieco paździerzowym patosem, „zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas” (i tak, wiem co jest parę wersów później). A potem wrócili do domów i dowiedzieli się że są ubeckimi mordami[3] i trzeba ich pozamykać w obozach. No to się wkurzyli i wyszli znowu, a irytację skierowali przeciwko tym, którzy naprawdę ich wyciągnęli na ulicę. Czyli przeciwko władzy.
I przekonali się też, że nie można działać w sprawach politycznych chowając się za apolitycznością. Ze względu na silną nieufność do partii politycznych (na którą mainstreamowe partie pracowały ciężko i długo) dużym poparciem cieszy się idea #nologo, ale myślę że to też się niedługo zmieni. Ciężko jest robić konstruktywną politykę nie mając na celu wystawienia jakichś reprezenantów do ciał samorządowych albo parlamentu[4]. A żeby zrobić do tego skutecznie to trzeba wesprzeć jakąś partię bądź coś niemalże identycznego we wszystkim poza formalną kwalifikacją (na ciebie patrzę, Kukiz).
Teraz łyżka dziegciu. Niezależne (zwłaszcza finansowo) partie i NGOsy to sól w oku każdego autorytaryzmu. I na to nasza monopartia też ma przegłosowaną ustawę o Narodowym Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Jest w niej mniej więcej to, czego się można spodziewać. Pozostaje jeszcze kwestia finansowania spoza kraju, ale już pojawiły się głosy że takie ingerencje w wewnętrzne sprawy są niedopuszczalne i trzeba z tym zrobić porządek, a to oznacza zapewne że pojawi się jakiś projekt regulacji wzorowanych na tych, które wprowadzili znani bojownicy o wolność i demokrację: Putin, Orban i Erdogan.
Żywię nadzieję że te numery wyjdą im równie dobrze co reszta dobrej zmiany.
I być może okaże się że rządy PiS zapoczątkowały odradzanie się społeczeństwa obywatelskiego.
PS. To co jest kursywą to cytaty żywcem z krążącego agitpropu.
[1] http://antyweb.pl/juz-ponad-800-serwisow-uczestniczy-w-dzisiejszym-protescie-przeciwko-acta-liczba-ta-szybko-rosnie/
[2] https://medium.com/dfrlab/polish-astroturfers-attack-astroturfing-743cf602200 . W tej chwili narosło już piętrowo: cześć prawomediów głosi że astroturfingiem jest szerzenie informacji o astroturfingu oskarżającym opozycję o astroturfing.
[3] Come on, it's 2017. Średnia wieku na protestach znacznie spadła i dla wielu uczestników PRL to coś tak odległego w czasie jak dla pierwszej Solidarności druga światówka, więc to podobnie skuteczne jak ówczesne teksty o pogrobowcach hitleryzmu.
[4] Inaczej pozostaje obywatelska inicjatywa ustawodawcza. Wyrzucenie do kosza referendum w sprawie deformy edukacji skutecznie udowodniło jej przydatność w sporze z rządzącymi.
O Trasie Uniwersyteckiej z Mostem O Spornej Nazwie pisałem już w poprzedniej notce. Tym razem przebiła się do mediów ogólnopolskich, po tym jak miasto zdecydowało się udostępnić plac budowy szerokiej publiczności. Bardzo dobra inicjatywa, jednakże publiczność po przekonaniu się na własne oczy o tym, o czym różne środowiska trąbiły od dawna - czyli o braku chodnika i ścieżki rowerowej - raczyła wyrazić oburzenie. Oburzenie spotęgował fakt, że ciąg pieszorowerowy wije się bez wyraźnej przyczyny tak, że żmija po spacerze nim mogłaby doznać obrażeń kręgosłupa.
Atmosferę podgrzało wyjaśnienie drogowców, że przecież trasa rekreacyjna nie musi być zawsze prosta.
Ostatecznie ratusz zapowiedział, że już położona kostka (bo to oczywiście jest kostka, przecież projekt jest z zamierzchłego 2007, wtedy niedałosię projektować DDR z asfaltu) zostanie zerwana i ułożona prościej, „na koszt drogowców”. W połączeniu ze wcześniejszą zapowiedzią dotyczącą podwieszenia przy trasie kładki z drogą dla rowerów i pieszych ciekaw jestem, ile w końcu dopłacimy do tych wszystkich oszczędności. Ale za to most ma piękne, zbędne pylony. Zielonopomarańczowe.
Skończył się pierwszy sezon, w którym bydgoszczanie mieli okazję skorzystać z autobusowych linii turystycznych obsługiwanych popularnymi „ogórkami”. Skorzystali tłumnie i powyżej oczekiwań. Chętnie wsiadali też do turystycznej linii tramwajowej, jak i tramwajów wodnych. Prawdopodobnie równie chętnie podróżowaliby wąskotorową koleją parkową po Myślęcinku, ale tego nie wiemy na pewno, ponieważ kolejka nadal nie kursuje. Możemy się też już nigdy nie dowiedzieć, ponieważ wszystko wskazuje na to, że jej infrastruktura zostanie fizycznie zlikwidowana. Kierownictwo parku twierdzi, że nie ma środków na jej utrzymanie i w ogóle się nie opłaca. Za to zainwestowało w klasyczny zestaw parkowy "obudowany traktor plus przyczepki", minirollercoaster oraz dinozaury, tak w ramach zapewniania unikatowych atrakcji.
Prezydent ogłosił, że w październiku na sesji rady miasta pod głosowanie poddany zostanie plan transportowy. Plan w stosunku do publikowanych wcześniej wersji zawiera pewne poprawki. Zapowiedziano utworzenie wspólnego nadzoru ruchu przy jednostce organizującej komunikację (wreszcie!) oraz oddzielenie zakładu tramwajowego od MZK i połączenie goze spółką Tramwaj Fordon (dość logiczny ruch). Po negocjacjach ze związkami zrezygnowano z ogłoszenia przetargów na całość przewozów autobusowych, decydując się na oddanie ~60% usług spółce miejskiej, do czego mam akurat stosunek ambiwalentny.
Tylko jedna malutka rzecz nie trafiła do dokumentów okołoplanowych. Raport z konsultacji społecznych.
Właśnie w świetle fleszy zamontowano ostatni element pylonu na moście w ciągu Trasy Uniwersyteckiej. Most, zgodnie z uchwałą podjętą z inicjatywy poprzedniego prezydenta miasta 14 kwietnia 2010 r. ma nosić imię Lecha Kaczyńskiego. Co prawda już dwa lata po uchwaleniu podniosły się głosy, że może to nie najszczęśliwszy patron, ale na razie na głosach się skończyło. Do oficjalnego otwarcia wszyscy będą udawać że tematu nie ma.
Cała trasa idzie korytarzem jeszcze z lat siedemdziesiątych. Konsultacji społecznych przy jej ostatnim projekcie nie przeprowadzono. W ramach oszczędności most, położony w zasadzie w centrum miasta, nie został wyposażony w chodnik ani ścieżkę rowerową, a zjazdy z estakady wybudowano na rezerwie pod tramwaj na ul. Ogińskiego. Za to prezydent rozważa (a przynajmniej nie odrzuca z góry) pomysł dobudowania do pylonu gondoli za jedyne 10-15 milionów, gdyż atrakcja turystyczna.
W mieście nie pali się całkiem pokaźna liczba latarń. Chodzi oczywiście o pieniądze.
15 kwietnia zostanie na nowo otwarty kontrapas rowerowy na ulicy Gdańskiej. Jest to wynik kompromisu trójstronnego pomiędzy władzami miasta, kupcami a rowerzystami. Kompromis polega na tym, że kupcy nie chcieli rowerzystów widzieć w ogóle ponieważ przeszkadzają w parkowaniu, rowerzyści nieśmiało sugerowali że może jednak nie od rzeczy byłoby umożliwić im przejazd w obie strony ulicą, a nie zmuszać do lawirowania po śródmieściu, więc miasto podjęło salomonową decyzję: zimą parkujemy, latem jeździmy.
Zakończyły się społeczne konsultacje studium transportowego miasta do roku 2050. W studium poczyniono założenie, że rozwój komunikacji zbiorowej ma się opierać na tramwajach, w związku z czym do roku 2050 należy zwiększyć ich udział w pracy przewozowej aż do 40.2%, zrezygnować z budowy tramwaju na Błonie po gotowej rezerwie terenu, a w ramach likwidowania pokrywania się korytarzy transportu zbiorowego zlikwidować linię na Wilczak, bo jeździ tam autobus.
Marszałek województwa w ramach integrowania bydgosko-toruńskiego obszaru dysfunkcjonalnego odgrzebał pomysł tramwaju międzymiastowego. Niestety nie wyjaśnił, czy na poważnie czy dla jaj.
W opublikowanym raporcie na temat rozwoju społecznego Polski znajdują się tabelki z LHDI. Na poziomie województw kujawsko-pomorskie zajmuje stabilne, trzynaste miejsce. Wśród miast umownie uznawanych za wojewódzkie Bydgoszcz znalazła się na przedostatnim miejscu, zaliczywszy zjazd w klasyfikacji ogólnej o 21 pozycji. Z miast niewojewódzkich wyprzedzają nas tak znamienite ośrodki jak Nowy Sącz, Płock, Łomża i Leszno.
Społeczeństwo miasta wyraża natomiast generalny oburz faktem, że w budowanej przy Starym Rynku kamienicy mogłaby się znaleźć Biedronka. Bo to obciach i kto to widział, prestiż spadnie.
A to dopiero niecały pierwszy kwartał roku 2013 wspólnej ery.
Pewien taternik postanowił opisać swoją porażkę podróżniczą. WO napisał na ten temat notkę pod którą wywiązała się dyskusja na tematy wszelakie, z udziałem duchowych braci pewnego taternika i nie tylko. Zamiast udzielać się tamże, postanowiłem odgrzebać własnego blogaska spod kupy zgniłych liści i opisać swoje płaskie przemyślenia i anecdaty właśnie tu, głównie od strony sztruclologii. Boni wprawdzie zrobiłby to zapewne lepiej, ale ostatnio ograniczył twórczość.
[EDIT: a jednak nie, walnął nocię]
Zakładam, że relacja jest prawdziwa. Wiem że mamy 2012, ale tacy ludzie nadal się trafiają. Podejrzewam że gdyby mojej matce zaczęło się coś psuć w samochodzie, zacisnęłaby zęby i pojechałaby dalej kierując się zasadą że im bliżej domu się zepsuje, tym dla niej lepiej. Ale nawet ona nie pojedzie swoją micrą do Marsylii bez uprzedniego połatania.
Nasz bohater negatywny jednak nic nie połatał poza bakiem na paliwo, a i to raczej z myślą o tym żeby z baku nie wykapywały cenne dewizy, a nie że może skończyć albo z mandatem na 5k€ i zaaresztowanym samochodem, albo w kuli ognia z okazji czegoś co byłoby inaczej drobną stłuczką. Poza tym z samochodem nie zrobił dokładnie nic. Słaby akumulator? Trudno. Bierze olej? Zawsze brał. Może nie będzie tragedii.
Tak to ewentualnie można jeździć dookoła komina, ale niee, pojedziemy do Marsylii. Autostradami, dla ułatwienia. W rezultacie na naprawy zagramaniczne autor produktu reportażopodobnego wydał ze cztery razy tyle ile wydałby w Polsce, ale w zamian za to nie dojechał i zafundował sobie stres tylko częściowo osłodzony wierszówką za opisanie swojej podróży w której to był prawie jak Hugo-Bader, tylko że nie.
OK, udało mi się kiedyś (i to już w 21 wieku) zrobić coś podobnego, tylko z większą świadomością jak to się może skończyć - wyruszyłem w trasę z Trójmiasta pod Hajnówkę uazem świeżo po położeniu nowej instalacji elektrycznej (bo stara już się do niczego nie nadawała) i dziurą w tłumiku, bo to się przecież zrobi na miejscu. Ale nadal, nie jechałem na drugi koniec Europy, tylko Polski. Rezultatem było pęknięcie od wibracji obudowy sprzęgła, duży woreczek kasy za holowanie 70 km od miejsca pęknięcia do Białegostoku, dwa dni i woreczek kasy stracone na szukaniu najpierw warsztatu który się podejmie naprawy (paaanie, wszyscy na wakacjach, a kto się na tym zna) a potem drugiego który poprawi to co pierwszy spitolił, sporo nerwów i zweryfikowane plany urlopowe. Ale dojechałem do celu, nie żebrałem po całej bliższej i dalszej rodzinie i co więcej wyciągnąłem z całej imprezy nieco inne wnioski niż to, że cały świat i bankierzy są przeciwko mnie.
A co robię w tym roku w ramach dłuższego urlopu? Jadę kupionym za tysiąc złotych gruchotem do Grecji. I, jak się uda, z powrotem. Ale, na litość, po przeglądzie. And IT'S FOR TEH CHILDRUN.
Krótkie noce połączone z przepracowaniem w korpo dają mi się we znaki - nie daje mi spokoju fakt, że ktoś się myli w Internecie. Kroplą przepełniającą czarę był tu dostarczony przez Barta link z wykopu, gdzie internetowi specjaliści od wszystkiego postanowili ułożyć ni mniej ni więcej, jak tylko zrównoważony budżet państwa. Wątek jest upstrzony takimi smaczkami jak niewiedza skąd się bierze dane statystyczne czy też dramatycznie retoryczne pytanie "czy ktoś z was kiedyś zarabiał średnią krajową" (cóż, przy tym poziomie intelektualnym pewnie rzeczywiście niewielu). Na jego widok nie wytrzymałem i mi się ulało czego efektem jest ta notka.
Tyle wstępu, teraz pokuszę się o krótką charakterystykę tego omnimatołectwa. Jego niższa forma to komciodawcy na portalach wszelkiego typu, bardziej zaawansowani dostarczyciele mają już własne blogi, często na za przeproszeniem odpowiednichplatformach i nawet linkują, najczęściej do innych blogów o porównywalnej jakości. Specjalne miejsce w moim sercu mają użytkownicy serwisu demotywatory, którzy mają często niewątpliwy talent do streszczenia całego swojego omnimatołectwa w jednym jotpegu. A potem urywają dno w komentarzach.
Omnimatołki najczęściej uważają że komentowany przez nich artykuł zawiera wszystkie informacje potrzebne do oceny syuacji. W małym palcu mają nie tylko wszystkie normy prawne, ale i wiedzę inżynieryjną. Doskonale wiedzą że węzeł na skrzyżowaniu A1 i A2 jest za duży - przecież wystarczyłaby prosta koniczynka, a tak to ktoś stawia bubel na którym nie można nawet zawrócić bo leży to w interesie wiadomych sił. Że globalne ocieplenie to jakaś ściema, bo przecież w zimie spadł śnieg. Że za brak wałów powodziowych odpowiada rząd, ekolodzy i wojsko. Że ich podatki idą na to, żeby bezrobotni mogli żyć jak pączki w maśle przez długie lata. Że bezduszni urzędnicy powodują biedę i marazm, bo nie chcą naginać kretyńskiego prawa a politycy są skorumpowani bo mają możliwość naginania prawa. Że w Polsce nie remontuje się dróg i są jakieś pojedyncze kilometry autostrad, a poza tym przez te cholerne roboty stoi się w wiecznych korkach. Że każdy wypuściłby lepszy system operacyjny od Microsoftu, a nowy produkt Apple na pewno pogrąży firmę po klapie rynkowej. Że wszystkie problemy wychowawcze w domu i szkole można rozwiązać usuwając terror bezstresowego wychowania. I tak dalej, i tak dalej. Zawsze są na bieżąco - ostatnio poczuli się ekspertami od lotnictwa oraz badania okoliczności katastrof i współpracy między organami śledczymi różnych krajów.
Panuje wśród nich kult zdrowego rozsądku/chlopskiego rozumu. Żeby było śmieszniej, zupełnie nie daje im do myślenia fakt że wrażych omnimatołków ich zdrowy rozsądek doprowadza do dokładnie przeciwnych wniosków. To po prostu oznacza, że tamten jest niezdrowy, nie że należałoby spróbować znaleźć źródła które pomogą to rozstrzygnąć. Podsuwane pod nos źródła ignorują wyniosłym milczeniem bądź bonmotami w stylu "przecież wiemy kto to pisał". Powszechne jest używanie dowodów anegdotycznych - ciocia Zenia spaliłaby się żywcem, gdyby miała zapięte pasy a dziadek stryja Józefa dożył stu lat kopcąc jak smok, więc nakazy używania pasów bezpieczeństwa i kampanie ograniczające palenie ode złego są.
Przekonanie oburzonego i nakręconego delikwenta że gdyby to wszystko było takie proste, to ktoś wpadłby na to i wdrożył przed nim, graniczy z niemożliwością. Oponent najczęściej obrywa serią przechodzonych legend miejskich o tym jak to trzmiel lata ponieważ nie wie że nie może i jak to wyśmiewano Galileusza i Einsteina. Ma również trzy tysiące pięćset osiemdziesiąt powodów, dla których swoją cenną receptę na udostępnia wszystkim w internecie, zamiast spróbować zarobić na niej kasiorę albo przynajmniej wysłać maila pod właściwy adres. Najczęściej jedyne co można zrobić to zostawić w okolicy linki, z których być może skorzysta te parę osób które da się jeszcze uratować.
Ciężkie musi być takie życie - dziesiątki prostych spraw zdarzają się każdego dnia, a ci wszyscy idioci w sądach, kościołach, korporacjach, urzędach i parlamentach nie potrafią sobie z nimi radzić. Tu często zasmucony stanem demokracji pacjent często wpada gładko w objęcia JKM, który niezmiennie od wielu lat glosi Ogólną Teorię Wszystkiego bardzo omnimatołkom odpowiadającą. Zresztą, dobrze jeśli pozostaje na wentylowaniu swoich frustracji metodą narzekania na wszystko pod artykułami. Bo jego zardzewiałe mechanizmy weryfikujące rzeczywistość równie dobrze mogą spektakularnie zawieść przy spojrzeniuwotchłań i zyskujemy wtedy kolejnego nawiedzonego.
Albo, co gorsza, zostają płatnymi dostarczycielami kontentu portalowego i pod ich twórczością kolejna generacja omnimatołków generuje kolejne kilobajty świętego oburzenia. A portale i platformy blogowe liczą kasę z kliknięć...
Zaraz, zaraz - zakrzyknie czytelnik. Ale przecież autor tych wypocin, które właśnie czytam, zachowuje się dokładnie tak samo! Też uważa że pozjadał wszystkie rozumy i epatuje swoją przewagą intelektualną. I też marnuje kilobajty.
Otóż nie, pszepaństwa. Autor tych wypocin owszem, ma niezłe mniemanie o swoich umiejętnościach logicznego myślenia i górnictwa danych, ale tym bardziej zdaje sobie sprawę z tego że nie wie wszystkiego, że jego edukacja wystarcza mniej więcej na określenie że gdzieś coś śmierdzi. Ale żeby dokopać się co, musi już stanąć na ramieniu kogoś kto dane zgromadził, a nawet zajrzeć do lieratury źródłowej. I to, o zgrozo, nawet papierowej.
Autor wie też, co to confirmation bias oraz cherry picking i że tak to się można bawić co najwyżej w adwokata diabła - w konstruktywnej dyskusji elementarna uczciwość nie pozwala mu twierdzić że czarne nie jest czarne (choć można by przecież zacząć flejma o to, jakiej definicji czerni właściwie używamy).
No i wreszcie jak już autora ktoś zaciągnie za kark do krynicy wiedzy to przynajmniej obwącha, zamiast powtarzać "lalalanicniesłyszęnicniewidzętoonionioni".
(przerwa w blogu? jaka przerwa? coś się wam wydawało, obywatelu)
Nowe (od lutego) hobby jest duże, metalowe, paliwożerne, wyprodukowane w nieistniejącym kraju i dostarcza dużo funu.
UAZ-469B (albo i 31512, ciężko jest ustalić co fabryka w Ulianowsku wypuszczała akurat w tym czasie i akurat dla tego odbiorcy), rocznik czernobylski. Kupiłem od bardzo miłego człowieka, on kupił go od nie wiadomo kogo, wcześniej jeszcze służył w jakichś służbach (podejrzewam straż pożarną). Gdzieś po drodze został ciężko doświadczony przez domorosłego konstruktora który wytworzył budę z grubej blachy (grubszej niż oryginalna radziecka, a to jest sztuka), wełny mineralnej, taśmy klejącej i wykładziny podłogowej (pełniła obowiązki tapicerki).
Pierwsza podróż była interesującym przeżyciem (nie do końca dobrze działające hamulce i pół tony części zamiennych na pace). Ale potem było tylko lepiej i lepiej...
Samochód, który otrzymał od Xyrcon wdzięczne miano Krokodyla ("jest duży, zielony i często ma otwartą paszczę") jest stopniowo przywracany do świetności: w zapomnienie odeszła buda, fotele dostały nową tapicerkę, działają hamulce ("panie, jeden cylinderek się nie zacinał"), jest nowa skrzynia biegów która ma działające synchronizatory na obu biegach na których powinny być, dorobił się luksusów takich jak zamki w drzwiach czy sprzęgiełka przednich kół nowego typu.
Podróżuje się tym jak przystało na wynalazek radziecki: trzęsie, hałasuje, dojedzie wszędzie. Pozytywnie zweryfikowane w czasie letniej włóczęgi po Mazurach.
Jest coś odświeżającego w dłubaniu dla odprężenia w maszynie w której najbardziej skomplikowana elektronika to tranzystory mocy w regulatorze napięcia.
Ostatnie przerzuty WO na politykę i obyczajowość coś mi uświadomiły. Globalizacja postępuje, jak te lodowce o których mnie uczyli jeszcze ho ho, bo w liceum. Powoli, ale nieuchronnie. Pewne procesy są dostrzegalne jedynie z perspektywy wielu lat (pół Europy zamarzło!), inne z perspektywy pojedynczego Wiewióra (żołędzi brakuje!).
Komputeryzacja postępuje tak samo, w różnych prędkościach. Słynne "PC LOAD LETTER" nie ma już racji bytu w polskim biurze, bo żaden BOFH nie pozwoli sobie na to żeby mu zawracać co chwilę głowy telefonami "A dlaczego nie A4 i o co tu chodzi?". Typowy kombajn biurowy ma w tej chwili takie ustawienia do przeklikania raz, ("automatically resize printout to available size"), BOFH robi to ze swojego biura z indywidualnie ustawianą klimatyzacją, raz na czas życia kombajnu i po sprawie. Ale kombajn i tak jest wyposażony w cały komplet gniazdek, od ethermetu po złącze równoległe bo robią jeden model na cały świat i w końcu nigdy nie wiadomo kiedy to pójdzie.
I dlatego wśród geeków metateorią spiskową jest teraz peak oil (bo dorobili się dzieci i martwią się co będzie za 20 lat), a WO racjonalizuje sobie swoje makgadżeciarstwo tym, że potrzebuje tych narzędzi do pracy.
I dlatego WO trolluje na blogach, a nie na sf-f, bo blogersi jeszcze łapią się na jego ograne chwyty. I dlatego ma bloga u siebie w firmie, żeby wiedzieć że nikt mu się tam wtrącał nie będzie. I dlatego też zresztą nie poszedł do PR, a teraz racjonalizuje sobie tym że mu wystarcza na takie życie jakiego potrzebuje a jednocześnie wzdycha za gosposią zamiast załatwić sobie legalną pomoc domową z Ukrainy, która robiłaby mu w domu wszystko za wikt, opierunek i trzycyfrowe kieszonkowe. I jeszcze mówiła z przyjemnym dla ucha zaśpiewem.
[dobra, uchylanie przed nisko przelatującymi słownikami znudziło mi się, kanciaste są. w tytule istotnie jest pomyłka, WO nie jest kryptogadżeciarzem, hau, hau]
Jak to jest, że mogę o czymś gadać na żywo dłuuugo i szczegółowo ale jak mam to przelać na papier (no, na plik) w postaci ciut sformalizowanej, to za żadną cholerę nie idzie?
Od ładnych paru lat korzystam z usenetu. Prawie tak samo długo korzystam ze score, natomiast do tej pory służył mi do dyskryminacji pozytywnej, a plonków nie rozdzielałem. Niestety poziom sygnału zjechał już do poziomu onetowego i trzeba będzie to odwrócić. Szkoda mi czasu na przedzieranie się przez pyskusje ambitnie równające poziomem do komentarzy na onecie.
Staram się nie pisać tu o polityce (bo to się mija z celem), ale że jestem w tym tygodniu chory to czuję się usprawiedliwiony.
Jako że blogi to dziennikarstwo czy cuś, trochę żałuję że jestem za młody żeby się załapać na ostatni z genialnych pomysłów i złożyć podobne oświadczenie lustracyjne jak WO. Pozostaje mi tylko przyznać się do negocjacji z talibami w Klewkach z ramienia WSI.
Z frontu komunikacyjnego: turecki złom jednak nadjeżdża. Trudno, nie takie nieszczęścia już bydgoska komunikacja zniosła...
W bloku w którym mieszka moja matka jakieś pół roku temu kilku buców zniechęciło skutecznie staruszki do dokarmiania kotów, ponieważ "śmierdzi im w piwnicach". Koty się w rezultacie przeniosły w dalsze okolice. Obecnie szczury czuja się w podziemiach jak u siebie, siedzą na półkach, łażą po rurach kanalizacyjnych. Na trutkę są zdaje się uodpornione albo za sprytne.